Postaram się stopniowo nadrabiać zaległości :-)

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Praga



Witam bardzo serdecznie z Pragi :-)

Dzisiejszy dzień zaczął się baaardzo wcześnie rano. Przynajmniej dla mnie. Inni uważają, że to środek nocy. A wstałam tylko o 5:30. Potem przepyszne śniadanko z nektarynkami i naleśnikami w wykonaniu Magdy i telefon po taksówkę... Na 5 min przed wyjściem zdarzyło się coś, co było do przewidzenia... Urwała się rączka w dużej walizce! Mimo usilnych prób naprawienia jej (łącznie z użyciem niezawodnej ponoć "Kropelki") rączka wisi tylko na jednym włosku. Ale ale.. nie takie rzeczy się podróżnym przytrafiały - inni gubili kółka!

W ekspresowym tempie dotarłam na lotnisko! Przeczucie mnie nie zawiodło i po zważeniu bagaży okazało się, że mam wciąż 5kg za dużo na bagażu rejestrowanym, więc trzeba było odpowiednio wyważyć co jest najcięższe i może zmieścić się w podręcznym. Efekt: bagaż nadany :D
Boarding nastąpił bardzo sprawnie, a w środku okazało się,

że lecą z nami piłkarze ręczni HCM Constanta z Rumunii (zdobyli 2 miejsce w Kielce Cup 2011) oraz Vardar Skopje ( musieli się zadowolić 4 miejscem). O godz. 9:00 kapitan ogłosił, że niestety mamy małe opóźnienie i będzie nas informować na bieżąco. O godz. 9:30 (po rozdaniu napojów) okazało się, że jest problem z jakimś bagażem ( tzw. nadwyżka w stosunku do liczby osób) więc wszystkie bagaże zostały ładnie poukładane na płycie lotniska :P Słodko! Ale oczywiście wszystko w ramach bezpieczeństwa.

O godz. 10:00 wylecieliśmy do Pragi - w końcu. Lot minął bardzo spokojnie. Lecieliśmy nad Łodzią i Wrocławiem. Czeskie linie lotnicze zaproponowały nam muffinkę na przegryzienie i zanim zdążyłam ją skosztować, to już podchodziliśmy do lądowania. A teraz zagadka dla fizyków. Skoro lecieliśmy ze średnią prędkością 500 km/h, a odległość między Warszawą, a Pragą to jakieś 500 km, to jak długo trwał lot? ;)


W Pradze 20C, piękne słoneczko, od czasu do czasu jakaś chmurka malutka nadeszła. Pierwsze moje kroki skierowałam do jakże pożytecznej Informacji Turystycznej, gdzie dowiedziałam się jak mogę dostać się do Centrum.
Pesteczka!
Zakupiłam 2 bilety 90-minutowe za 32Kc i udałam się na przystanek autobusu nr. 119
do Dejvicka (stacja metra). Po 20 minutach jazdy, skierowałam się w stronę metra. Zauważyłam, że mamy z Czechami bardzo dużo wspólnego. Schody ruchome służą do tego, by to ludzie się po nich poruszali, a nie by schody przemieszczały ludzi. Ale po wielkich przebojach z walizką jakoś spełzłam po tych kilkudziesięciu schodach ;)
Nagle, usłyszałam tak wszystkim znane słowo: POZOR. I tu włączyło mi się czerwone światełko mówiące: patrz, co robią miejscowi. A oni spokojnie zaczęli wychodzić z metra. Co należy zrobić w takich przypadkach? Ano szybkie spojrzenie na wychodzących i podchodzi się do młodej osoby, która zapewne mówi po angielsku. Akurat trafiłam na Annę, która spokojnie po angielsku wytłumaczyła mi, że akurat zdarzył się wypadek i metro przestało jeździć, a w komunikacie podali, że należy przesiąść się na auto
busy i tramwaje. I nagle mój piękny plan dostania się do centrum w 40 min uległ w gruzach. Ale taka sytuacja to tylko większa rozkosz dla mnie :-) Więc poprosiłam Annę, aby wytłumaczyła mi jak najszybciej dostać się na Starówkę, a ona zaproponowała, że podjedzie ze mną kawałek i pokaże mi, gdzie mam się przesiąść. A więc najpierw tramwaj 20, potem 18.
Z Anną porozmawiałyśmy kilka minut, a gdy nadszedł czas mojej przesiadki dała mi swoje namiary na Facebooku. Od tamtej pory podróżowałam już na własną rękę. Ku mojemu zdziwieniu, tramwaj przejeżdżał przez bramę w kamienicy. Ach jaka szkoda, że nie udało mi się cyknąć fotki! Tramwaj przejeżdżał także przez most Legii (nie wiem, czy ma to jakiś związek z klubem piłkarskim, ale i tak miło z ich strony) z którego roztaczał się piękny widok na Karluv most.

Wysiadka nastąpiła przy Nardoni Divadlo (co w wolnym tłumaczeniu znaczy Teatr Narodowy). Potem już spacerkiem po kocich łbach... łup, łup, łup, łup. No ale w końcu to starówka :-) Zrobiłam sobie rundkę po deptaku "Na Prikope", podeszłam pod Prasną bramę (gotycką budowę z 1475 roku), następnie pod Chram matky Bozi Pred Tynem (tu również gotyk się kłania).


Ale oczywiście najbardziej efektowny był Staromestska Radnice s Orlojem, czyli ratusz z zegarem astronomicznym. Ze względu, że czas był moim panem, nie mogłam zostać do pełnej godziny, by zobaczyć 12 apostołów. Jeszcze to kiedyś nadrobię.


Z rynku przetransportowałam się z moim fioletowym, czterokołowym
przyjacielem na Karluv most (wybudowany z polecenia Karola IV w 1357, podczas gdy rzeźby zdobiące most pochodzą już z 18 wieku), gdzie liczba turystów stanowczo odbierała urok temu miejscu. Wspaniały widok na Hradcany przy akompaniamencie ulicznych grajków spowodował, że zatrzymałam się w tym miejscu na dłużej.

Jako, że nadeszła pora obiadowa zaczęłam rozglądać się za jakimiś knedlikami. Co oznaczało, że należy skręcić w jakąś boczną uliczkę z dala od komercyjnych restauracji. I w taki oto sposób znalazłam się a bardzo uroczej, małej, rodzinnej restauracyjce. W sumie teraz żałuję, że nie wybrałam jeszcze polecanej przez szefową kuchni zupy cebulowej.


Posilona i pełna siły rozpoczęłam wspinaczkę na Prazky Hrad, co oczywiście oznacza... Wiecie?


Tak, zgadliście Zamek Praski. Teraz troszkę historii na osłodę. Prazky hrad powstał w 9 wieku i przez kolejne 11 wieków ewaluował. Do 1918 roku stanowił siedzibę Książąt i Królów, by następnie przekształcić się w rezydencję Prezydenta Czech.

Przepiękna katedra oraz Pałac zapierają dech w piersiach, tak jak i widok na Pragę ze wzgórza. Jedynym smutnym elementem było dla mnie - brak możliwość wejścia na Złotą Uliczkę. Ale co się odwlecze, to nie uciecze :-) Następnie przez Stare zameckie schody doczłapałam się do Malostranska, gdzie złapałam powrotny tramwaj. Tą samą trasą trafiłam na lotnisko, gdzie właśnie piszę tego posta.

Jakie wrażenia z Pragi? Jest to miasto pełne uroku, z dużą ilością restauracji i jeszcze większą ilością turystów. Grupy zorganizowane mówiące po angielsku, hiszpańsku, japońsku, niemiecku, włosku spotyka się na każdym kroku. Jeśli chodzi o wycieczki indywidualne to przeważają tylko 3 narodowości: Polacy, Niemcy i Rosjanie.
Nogi mnie wcale nie bolą, w przeciwieństwie do dłoni.

Wrażeń dziś jeszcze będzie co nie miara, bo lot do Seulu jest już opóźniony godzinę ;) Mam nadzieję, że te wszystkie "przyjemności" skończą się wraz z wylotem do Azji.

Pozdrawiam z czeskim akcentem: Nashledanou!

P.S. Praga, to wspaniałe miejsce dla wszystkich kardiologów i kardiochirurgów. Co krok znaleźć można jakąś zastavkę ;)










P.S.2 Oczywiście, wszędobylski Krtek :-)










P.S.3 Czy ktoś kojarzy, co to jest?

1 komentarz:

  1. Piękna ta zlata Praha! Niesamowite, że w tak krótkim czasie można tyle zobaczyć, zapamiętać szczegóły i tak precyzyjnie i z właściwym kolorem, ze szczyptą humoru przekazać. Tak trzymać! Czekamy na więcej!
    Olkuszanie
    Ad PS3: Nie wiemy.

    OdpowiedzUsuń